Rio

Brazylia

 

Już w czasie studiów planowałem ze znajomymi lot do Ameryki Południowej – kontynentu rekordów geograficznych. Niestety tamta eskapada z moim udziałem nie wyszła. Znajomi polecieli beze mnie. Wciąż jednak powracałam marzeniami do Ameryki Południowej.

Zastanawiając się w 2014 roku nad kolejnym kierunkiem mojej wyprawy uznałem, że najwyższa pora skierować się do tego rejonu świata.

Ferie 2015 roku przypadały w Małopolsce na koniec lutego, a więc na okres karnawału w Rio – hurra pomyślałem. Karnawał i to w Rio!!! Bardzo szybko jednak ostudziły mój entuzjazm nie tyle ceny biletów lotniczych, co ceny noclegów sięgające 400 zł za noc w sali wieloosobowej w hostelu! No cóż trzeba będzie wziąć urlop bezpłatny, żeby wylecieć wcześniej. Z podaniem udałem się do mojej dyrekcji w nadziei, że urlop dostanę. Moja intuicja mnie nie zawiodła – moja prośba została rozpatrzona pozytywnie. Jeszcze tego samego dnia usiadłem przed komputerem i niespodzianka… czy dobry los nade mną czuwa?! Bilety do Rio z Madrytu przez New York za 2000 zł (normalnie 3600 zł). Nawet się nie zastanawiałem tylko kupiłem bilet przez esky.com. Potem zaczął się maraton organizacyjny – przez rezerwowanie hoteli, hosteli ,pozostałych lotów, bo samo Rio i Brazylia nie stanowiły dla mnie głównego celu. Ale powoli.

Ryanair przeniósł mnie z Krakowa do Madrytu, gdzie przywitała mnie niższa temperatura niż ta w Krakowie. Udałem się do zaprzyjaźnionego hotelu, gdzie temperatura była iście wysoka jak ta co na polu. Gdyby nie mój śpiwór moje zwłoki trzeba by było przewieźć z powrotem do Krakowa. Rano udałem się na lotnisko i tu niespodzianka! Niestety ze względu na intensywne opady śniegu mój lot do NY został odwołany. W zamian, godzinę później Pan Gotfryd poleci prosto z Madrytu do Rio. Fajnie. Szybciej będę w cieple! Ale tu pojawił się problem. Ląduje o 19.30 tego samego dnia, a nie o 11 następnego jak było zaplanowane – czyli dodatkowy nocleg! Kiedy i jak to zarezerwuję? Znów muszę się zdać na siebie i po wylądowaniu coś szukać! Z pomocą przyszedł jak zwykle Roger – kolejny raz korzystam z jego pomocy w trudnych chwilach. Mimo, że jeszcze zaspany, zarezerwował mi nocleg w tym samym hotelu, w który miałem nocować od poniedziałku.

Betonowy, bezpłciowy hangar przywitał mnie na lotnisku w Rio. Szybko udałem się taxi za całe 40 $ do hotelu. Cruz de Ouru w samym centrum Rio okazał się jak na standard okropną pomyłką (pokój klaustrofobiczny, bez klimy) zrekompensował mi się wyśmienitym śniadaniem i dość miłym i pomocnym personelem – choć na dzień dobry chcieli zainkasować ode mnie za całe 4 noce tyle, ile kosztował pierwszy nocleg zarezerwowany przez Rogera, a który było 50% droższy od pozostałych dni. Zapłaciłem tylko za pierwszą noc, a dopiero następnego dnia personel miał wydruk z booking.com i przyznali mi rację. Dostałem jeden dzień w prezencie dlatego postanowiłem już od rana go mądrze wykorzystać. Pomaszerowałem w kierunku metra, bo to najtańszy środek lokomocji w Rio i do tego szybki, choć trudno dotrzeć we wszystkie miejsca atrakcyjne turystycznie no i ponoć mniej bezpieczne. Plecak trzeba trzymać na sobie z przodu i mieć oczy szeroko otwarte. Ja podczas pobytu w Rio czułem się zawsze bezpiecznie.

Przemierzając wąskie ulice dotarłem do Katedry św. Sebastiana (Metropolitana do Rio) – wielki betonowy moloch zbudowany w latach 1964-1976. Szczyt wieńczy strop w postaci krzyża, od którego po jego czterech stronach w dół spływają barwne witraże. Ołtarz nijaki, dziwny – nie do takiego jestem przyzwyczajony. Z bazyliki w oddali widać figurę Chrystusa Zbawiciela na górze Corcovado. Przed Katedrą pomnik Jana Pawła II – bo tu także bardzo go kochali i to on jako pierwszy papież w historii Rio przybył do tej bazyliki. Kochają go nawet bardziej niż papieża Franciszka, bo to Argentyńczyk, czyli bee!

Metrem przejechałem na Copacabanę najsłynniejszą plażę w Rio. Stanąłem na promenadzie i gdyby mi ktoś towarzyszył to poprosiłbym aby mnie ktoś uszczypnął, a że nikogo ze mną nie było to sam to uczyniłem i głośno powiedziałem „yes, yes, yes!” Choć widziałem ładniejsze plaże na świecie to jednak sama nazwa i bycie tu powala na kolana. Przeszedłem całe 4,5 km. żółtego pisaku o który uderzały wysokie wody Atlantyku. Temperatura 35° C, woda ciepła i słona – ale niestety zamoczyłem tylko nogi bo fale były zbyt wysokie na kąpiel. Przeszedłem dalej na kolejną plażę Ipanemę, na której wylegują się bardziej zamożniejsi oraz miłośnicy wysokich fal. Rzeczywiście fale tu były wyższe niż na Copacabanie.z czego korzystali surferzy, a że wiatr wiał tu mocniej to i ja mocniej spaliłem się na twarzy.  naprawdę powala pięknem – zwłaszcza krajobraz wzgórz z favelą Rocha – jedna z najbardziej niebezpiecznych osiedli Rio zamieszkałą przez biedotę.

Wychodząc z Ipanemy przypadkowo zaszedłem do pierwszego autobusu z myślą, że jedzie z powrotem w stronę Copacabany. Okazało się jednak, że jedzie do Praia Vermelha gdzie startuje dolna stacja kolejki na wzgórza Corcovado. Zbieg okoliczności czy też tak los mnie kieruje. Uznałem to za dobry traf, choć posąg Chrystusa Zbawiciela górujący nad miastem miałem zobaczyć dopiero następnego dnia.

Kupiłem bilet na kolejkę niestety z odjazdem za 2 godziny, które wykorzystałem na obiad w pobliskiej chińskiej restauracji. Nieśpiesznie, coraz to wyżej, posuwała się czerwona kolejka, co jakiś czas ukazując coraz piękniejsze widoki na Rio. Po 30 minutach dotarłem w końcu na szczyt Corcovado. Dla leniwych lub inwalidów są windy, ruchome schody, itp. Ja oczywiście pokonałem ostatnie metry schodami. W Polsce widziałem już największą na świecie figurę Chrystusa Zbawiciela w Świebodzinie, ale ta z Rio, choć niższa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I ten Jezus z Corcovado jakby szczuplejszy od tego świebodzińskiego. Tłum ludzi. Nie przeszkadzało to jednak w robieniu zdjęć. Każdy, bardzo uprzejmy, nie wchodził sobie w paradę. Miałem wiele propozycji zrobienia mi zdjęć przez obcych ludzi i z tego korzystałem. Jedna z dziewczyn nawet położyła się na ziemi, by uchwycić mnie i Jezusa równocześnie.  Niestety od strony Oceanu napłynęła bryza morska i gęste chmury zasłoniły widok na tę część miasta. Pięknie. Za 20 $ datku można zobaczyć niewielką kaplicę pod figurą. Niestety na szczyt figury wejść się nie da. W sklepiku kupiłem niewielką figurę Chrystusa Zbawiciela, która stoi teraz u mnie w domu na kominku. Wieczorem pospacerowałem jeszcze po centrum miasta.

Kolejny dzień również zacząłem bardzo wcześnie. Aby tym razem zobaczyć z góry Copacabanę musiałem wyjechać na drugi ze znanych szczytów w Rio – Głowę Cukru. Tym razem wykorzystałem autobus, który zawiózł mnie pod samą dolną stację kolejki linowej.
I trochę byłem zdumiony, bo okazało się, że oprócz mnie na wyjazd czekają cztery osoby. Bez tłoku w wagonach wyjechałem na szczyt Pão de Açucar. Widoki piękne, a najbardziej efektownie wyglądały jednak lądujące samoloty na płytach lotniska Santos Dumont w Rio. Moje oczy zwróciły również uwagę na niewielką plażę u podnóża szczytu. Już wtedy wiedziałem, że zamiast na Copacabanie moje ciało skorzysta z kąpieli słonecznych i morskich właśnie na tej plaży – plaży Vavdoro. Co ciekawe, mogę śmiało powiedzieć, że nie byłem jedynym Polakiem na tej plaży. Otóż wśród strzelistych palm nad plażą ustawiono pomnik. Początkowo myślałem, że to jeden z odkrywców geograficznych jak Kolumb czy Vasco da Gamma. Jednakże był to pomnik Chopina wystawiony tu przez polonię brazylijską. Tak, ja i Chopin na jednej plaży! Tego dnia odwiedziłem jeszcze najważniejszą świątynię footbolu – stadion Maracana – największy stadion świata, choć na mnie dużo większe wrażenie zrobił stadion Capm Nou w Barcelonie czy nawet nasz stadion Narodowy. Na koniec dnia zrobiłem sobie pieszą wycieczkę na Sambodrom. Na siedem dni przed środą popielcową w Rio panuje cisza! I to dosłownie! Gdzie te przygotowania do słynnego Karnawału? Może daty pomyliłem? Sambodrom to długi plac, po którym poruszają się kolejne grupy szkół samby, a po obu jego stronach są trybuny, skąd zamożni (bo cena biletu swobodnie szacowana jest na 2500$ na osobę) zobaczą barwne zjawisko – karnawał w Rio. Dużo się mówi o  karnawale ale jest to na wskroś przerośnięty temat, to tak jak krakowskie winaki, czy cały Kraków w tę świętojańską noc szaleje! Nie! Wszystko odbywa się pod Wawelem, tak i tu w Rio barwny karnawał to Sambodrom i promenada Copacabany i to w ostatni weekend przed środą popielcową do wtorkowego wieczoru rozpoczynającego post. Niestety ceny noclegów w tym okresie nawet w najskromniejszych hostelach przekraczają budżet zwykłego turysty – tak ze Hasta la Vista Rio! Pora ruszać dalej. Do Brazylii powrócę jeszcze za niespełna dwa tygodnie, aby zobaczyć przepiękne wodospady Iquacu.

 

3 thoughts on “Brazylia- Rio de Janeiro

  1. hey all, i merely uncovered your site by way of aol, not to mention i need to convey to for you to make up oultdansingty wonderful using your blog. what i’m in fact regarded through the style that you simply craft, plus the written content is extremely good. anyhow, i would likewise love to realize regardless if anyone want to exchange backlinks through my personal world wide web webpage? i am on the large degree in comparison with prepared to reciprocate and also add ones url apart from the link component. wanting for one’s post, i actually make the true thx along with gooday!

  2. Hey There. I found your weblog the usage of msn. That is an extremely smartly written article.
    I’ll be sure to bookmark it and return to learn extra
    of your helpful info. Thanks for the post. I’ll certainly return.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *