Casablanca i Rabat

Nadęte miasto Casablanca. Białe, że od promieni słonecznych oczy bolą. Nie ma nic szczególnego do zaoferowania turyście. Nie ma szafek i przechowalni bagażu na żadnym dworcu autobusowym i kolejowym. Z moją walizką na kółkach udałem się taksówką do Wielkiego Meczetu Hassana II i znów rozczarowanie. Ten usytuowany nad brzegiem oceanu meczet jest trzecim co do wielkości meczetem świata i ponoć najpiękniejszym, choć ja widziałem wiele znacznie piękniejszych. Do środka oczywiście mnie nie wpuszczono. O godzinie 11 i 14 są grupowe wejścia z przewodnikiem dla innowierców za 60 dinarów. Wydałem tę kwotę choć nie rozumiałem przewodnika oprowadzającego tylko w j. francuskim. Nie tylko zresztą ja, bo wśród turystów zwiedzających ze mną ów meczet było czterech, którzy też nic nie rozumieli. Wielka hala z wysłanym dywanem i wielkim żyrandolem na środku – naprawdę cudo!!! Żałowałem później tych 60 dinarów wydanych, ale cóż. Z okien taksówki zobaczyłam restaurację w której rozgrywała się akcja filmu „Casablanca”. Pociągiem regionalnym późnym popołudniem dotarłem do Rabatu – stolicy Maroka (tu znów nie zgodzę się z licznymi przewodnikami, które opisują Rabat jako nudne, pozbawione klimatu miasto) – mnie jednak pozytywnie zaskoczyło! W uliczkach Medyny nie ma takiego skwaru i pędu jak w Marrakeszu. Przepiękne mauzoleum Muhammada V z 1971 roku w kompleksie zabytków z Wieżą Hassana i ruinami Meczetu Hassana z XII w. Pięknym miejscem jest również Kasba al-Udaja w pobliżu której nad brzegiem oceanu podziwiałem cudny zachód słońca. Rabat – to mój numer 1 podczas mojej sześciodniowej podróży po Maroku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *