FEZ

Kolejny dzień też zapamiętałem na długo. Wyruszyłem z Rabatu do Fezu. Na dworcu głównym konduktor skierował mnie na peron, na którym wyświetlono odjazd pociągu do Fez. Niestety zapowiedzi tylko w j. arabskim i francuskim były dla mnie niezrozumiałe, a że również nie zmieniono tablic informacyjnych o przyjeździe innego pociągu to po dwóch godzinach od rozpoczęcia podróży okazało się że ów środek lokomocji wiózł mnie nieświadomego na północ do Tangeru. Żebyście widzieli minę konduktora i jego pomocnika. Nie wiedzieli co ze mną zrobić. Kazali mi wysiąść na najbliższej stacji i przesiąść się do właściwego pociągu. No to wysiadłem. Stacja okazała się wsią zabitą dechami i pierwsze moje myśli – czy w ogóle stąd coś odjedzie choćby z powrotem do Rabatu. Po drugiej stronie peronu stał jednak jakiś pociąg – pytam ludzi i okazuje się, że do Fezu. Ale mam szczęście! Co prawda zamiast na 12 dotarłem  do Fezu na 14 – to nic, zobaczyłem więcej Maroka! Niestety gdy dotarłem na miejsce okazało się, że podobnie jak w Casablance nie ma przechowalni bagażu! Miałem już wykupiony bilet powrotny no nocny autobus CMB z Fezu do Marrakeszu więc postanowiłem przejść z walizką na dworzec autobusowy oddalony jakieś 3 km od dworca kolejowego. Pytając przechodnia po angielsku o drogę, bo wszystkie ulice, ich nazwy, wypisane były arabskimi ślaczkami, okazało się, że gość mówi trochę po polsku, bo jego siostra wyszła za mąż za Polaka i mieszkają w Warszawie – on też dwa razy był w Polsce. Po dotarciu na dworzec okazało się, że też nie ma przechowalni bagażu. Prośby, żeby przechowali mój bagaż choć w magazynie nie poskutkowały! Z pomocą przyszedł mi kioskarz, który za 20 dinarów schował moją walizkę za paczkami wody mineralnej, z prośbą żebym odebrał bagaż o 19, bo potem przychodzi jego szef i będzie w niezłych tarapatach. Dostał ode mnie 30 dinarów! Dotarłem w końcu na piechotę do medyny Fezu!

A tu 9400 ulic i uliczek, jak w labiryncie. W internecie pisali, że bardzo łatwo się tu zgubić i niełatwo odnaleźć drogę. No to się zgubiłem. Największą atrakcją Fezu są garbarnie, do których ponoć niełatwo trafić. Idąc tak, uliczką za uliczką, w końcu dotarłem do ślepego zaułku – no i masz chłopie – mówiłem pod nosem.

– Chce Pan zobaczyć garbarnie? – pyta mnie młody, może dwudziestoletni chłopak.

– Tak.

– No to niech pan idzie ze mną.

– O ja! – pomyślałem – trudno tu trafić, a ja zgubiłem się żeby trafić do garbarni

Krętymi schodami chłopak wyprowadził mnie na taras skąd rozprzestrzeniał się piękny widok na całe fezkie garbarnie. Jest to miejsce, które od niemal czasów średniowiecza się nie zmieniło. Z dachu garbarni widać kamienne kadzie w których farbuje się skóry. Od przewodnika dostałem pęk liści mięty by nie czuć smrodu naturalnych barwników stosowanych do farbowania skór.

Odwiedziłem suki, z których najbardziej przypadł mi do gustu suk garncarski nad główną rzeką Fezu oraz meczet Al-Karawijjin, który uważany jest za najstarszy uniwersytet koraniczny w świecie arabskim.

Wieczorem autobus CMB wyruszyłem w dziewięciogodzinną podróż do Marrakeszu, skąd odleciałem do Madrytu i dalej do Krakowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *