Foz do Iguaçu

Na lekcji geografii, omawiając temat dotyczący rekordów geograficznych mówię o najpiękniejszym wodospadzie świata – wodospadach Iguaçu. Czy rzeczywiście są najpiękniejsze? – postanowiłem to sprawdzić osobiście!

Przez okna samolotu lądującego w Foz do Iguaçu na granicy Paragwaj/Argentyna/Brazylia widać kaskady wodospadu, nad którym unosi się spora mgiełka. Niewielkie lotnisko, a temperatura i wilgotność tropikalna. Cały mokry od wilgoci, nieświadomie, przejeżdżałem miejskim autobusem obok mojego hotelu i jechałem do centrum miasta. Dzięki temu zapłaciłem 15 realii za taksówkę, która zawiozła mnie z powrotem w stronę lotniska. Hotel super: z klimą, łazienką, wielkim łożem. Wi-fi działa z prędkością światła, a śniadanie wyśmienite, a personel pomocny w każdym calu! Tego dnia zostałem w  hotelu i odpoczywałem. Ranek następnego dnia okazał się równie gorący i wilgotny jak wieczór. Nie będąc w 100% przekonany o kursie autobusu do wodospadów siedziałem na zadaszonym przystanku. Początkowo byłem sam ale parę minut przyszedł młody chłopak i swoja łamaną angielszczyzną próbowałem się dopytać o numer i kierunek autobusu. Chłopak powiedział, że też jedzie do Parku i żebym wsiadł do tego samego autobusu co on i jechał nim do przystanku końcowego. Przy okazji wypytał skąd jestem i co robie w Polsce. Jakie było moje zdziwienie- zresztą i jego też gdy podniosły się żaluzje kas- w okienku siedział ów chłopak z przystanku. Oczywiście był śmiech. Nawet nie pytał mnie o jaki bilet mi chodzi, po prostu dał mi bilet dla obywatela Brazylii czyli o połowę tańszy niż dla obcokrajowca puszczając mi oczko, żebym nic nie mówił. Dodał jeszcze, żebym absolutnie nie wysiadał z shatelbusa przy pierwszym widoku na wodospady a jechał do końca. Tak też zrobiłem. Tłum ludzi ledwo ujrzał pierwsze kaskady wyleciał z autobusu i zostałem sam. Asfaltową drogą wśród bujnej roślinności dojechałem po pętli z zapleczem restauracyjnym. Nikogo wokół nie było poza niemymi znakami, które wyznaczyły kierunek mojej drogi. I oto po przejściu kilku metrów ukazał się… jakże cudny, zapierający dech wodospad- jeszcze czegoś takiego nie widziałem- Foz de Iquacu! Najpiękniejszy wodospad świata!  Znalazłem się samiuteńki na drewnianym tarasie niemal w samej „gardzieli diabła” jak nazywają to miejsce tubylcy. Stałem i patrzyłem i czułem swoją małość wobec tego cudu natury! Ja… sam! Ponoć doliczono się tutaj 99 kaskad- i rzeczywiście może ich tu tyle być! I co najważniejsze nie czuć tu komercji takiej jak przy wodospadach Niagara. Oby tego nie zmieniono!  Dopiero po ok. 20 minutach przylecieli tu pierwsi turyści- oczywiście Koreańczycy! To oni zrobili mi zdjęcia, ja im. Gdy z minuty na minutę przybywało coraz więcej ludzi ja postanowiłem pójść pod ich prąd. Towarzyszyły mi trzy ostronosy, które leciały za mną kiedy ja szedłem i kładły się w bezpiecznej odległości jak stawałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *