Boliwia- LA PAZ

Lot z Rio przez Saõ Paulo, Cochabambę do La Paz minął mi z różnymi przygodami. Pierwsza z niespodzianek to uszkodzony bagaż. Mój plecak został pozbawiony głównego zapięcia w czasie lotu z Rio do Saõ Paulo. Udałem się w tym celu do stanowisk PIR-u- utracony bagaż. Początkowo nikt nie chciał ze mną rozmawiać. W końcu moje głośne – na pół terminala – wydzieranie się przyniosło skutek. Spisano protokół a nawet dwóch pracowników podało mi maila w razie problemów. Byłem wkurzony bo czekała mnie jeszcze długa podróż, a bagaż bez zapięcia. No cóż, główka pracuje. Trochę pokombinowałem z przepięciem – tu odpiąć, tam odwiązać, podwiązać, itd. i gotowe – mogę ruszać dalej. Jednak na dalszą podróż zdecydowałem się oddać bagaż do zafoliowania, co kosztowało mnie 20$.

W Cochabambie, mieście słynącym z produkcji i przemytu narkotyków do Stanów po wyjściu z samolotu dostrzegłem pierwsze objawy choroby wysokogórskiej – zatkane uszy i ból głowy. Co prawda tuż przed lądowaniem stewardzi rozpylili tlen w samolocie.

No i La Paz. Wylądowałem na najwyżej położonym lotnisku świata. I tu dekoncentracja urzędników – czy Polak potrzebuje wizy?! Stoję tak przy stanowisku widząc zniecierpliwionych, stojących za mną, pasażerów. Jeden telefon, drugi. Jeden urzędnik, drugi… W końcu uznano, że Polacy nie potrzebują wiz i mogę w końcu dostać pieczątkę do paszportu. Tylko teraz na ile dni? I znów dyskusja. W końcu 30 dni (choć bez wiz Polacy mogą przebywać 90 dni). Moje słowa, że wystarczy na 14 dni nic nie dały, bo w końcu trzeba formalnie do tego podejść. Za 60 boliviaro – bolivar to waluta Boliwii, co odpowiadało 10$ przejechałem do hotelu, mieszczącego się w samym centrum miasta. Już w czasie jazdy taxi ukazał mi się świat z epoki moich pradziadków, czy ten który widziałem już w krajach arabskich czy w Indiach. Biednie, choć kolorowo! Czy bezpiecznie? Hotel okazał się bardzo przytulnym miejscem z 2 łóżkami i łazienką, z miłym personelem i niestety marnym śniadaniem! Ale mnogość straganów z owocami spowodowały, że mój żołądek był wypełniony po brzegi.

La Paz – przepięknie położona, jeszcze do niedawna stolica Boliwii. Na niewielkim terenie mieszka tu tylko 2 mln ludzi. Byłem zmęczony! W ogóle mój organizm nie dawał sobie rady. Ja, z reguły energicznie działający człowiek, musiałem wszystko robić w spowolnionym tempie. Zejście w dół bez problemów, wejście do góry w normalnych warunkach bez problemu, a tu na wysokości 3000 m n.p.m. powodowało u mnie zmęczenie i co chwila musiałem stawać. W aptece zakupiłem sobie tabletki na Soroche– bo tak tubylcy nazywają przypadłość choroby wysokogórskiej, którą już miałem, ale której efekt miałem dopiero poczuć! Po zażyciu tabletek miałem spokojnie przespaną noc! Rano, po dogadaniu się co do zostawienia bagażu w hotelu, bo de facto hotel nie posiadał left-luggage i po śniadaniu – jajecznicy i sokiem pomarańczowym, udałem się na spacer po mieście. Miałem sporo czasu do zagospodarowania, bo dopiero o 19 miałem wyruszyć do Uyuni – stolicy salaru! Mimo, iż miałem rezerwację internetową na autobus to wolałem wcześniej sprawdzić czy wszystko z moją rezerwacja jest ok. Siedziba Todo Travel dysponująca niedrogimi autokarami- ok. 25 $ w jedna stronę  zlokalizowana była w okolicy dworca autobusowego La Paz. Udałem się tam i u wrót owego biura stały już dwie zmarznięte Koreanki, które wróciły właśnie z Uyuni o 5 rano i czekały na możliwość zostawienia bagażu w biurze i pójście zwiedzać miasto. Czekałem i czekałem i po prawie godzinnym opóźnieniu pojawiła się Pani Patrycja – ani słowa dzień dobry, przepraszam, itp. Akurat przysłowie klient to nasz pan w tym przypadku się nie sprawdziło. Pani Patrycja zrobiła wielkie oczy na temat mojej rezerwacji, mimo że na piśmie, twierdziła, że ona takiej rezerwacji nie ma, ale miejsca są w autokarze i z kupnem nie ma problemu. Kupiłem zatem bilet i w końcu spokojnie mogłem pójść na wycieczkę. Zatłoczone ulice, panie poubierane w kolorowe spódnice i charakterystyczne na głowach melony oznaczające bycie zamężną. Przesyt różnorakich artykułów od tradycyjnych spożywczych, odzieżowych, po te wykwintne, jak drogie maski karnawałowe. Tak, tak – maski i stroje karnawałowe, bo tu też zabawa na całego choć nieco odmienna od tej w Rio. Do niezwykłych miejsc La Paz należy targ wiedźm.

Panie – czarownice– bardzo miłe zwłaszcza w kwestii sprzedaży swoich wyrobów. A jest co wybierać: od figurek na miłość, rzucania klątw, itp. przez specyfiki, które nie tylko panom ale i paniom podnosi libido po zasuszone płody lam. Te ostatnie szczególnie przykuwają wzrok.

Podziwiałem kierowców autobusów, busów, z jaką precyzją poruszają się po tych stromych drogach. Choć ruch można porównać do tego co w Indiach – pasy nie obowiązują, czerwone światła mogą nie istnieć. Wypadków jednak nie ma, za to przed gmachem policji kolejki kilometrowe – głównie w sprawach wykroczeń komunikacyjnych. Aby zmniejszyć ruch w mieście, a także ulżyć miejscowym pomiędzy  centrum, a wysoko położonym przedmieściu La Paz wybudowano do tej pory dwie linie kolejek  gondolowych z których korzystają również turyści. Z tarasu „Titanika” górnej stacji jednej z kolejek rozpościera się widok na całe miasto! Koszt zaledwie 3 Boliv w jedną stronę. Z tej okazji również skorzystałem. Najważniejszym kościołem Boliwii jest Katedra św. Franciszka. Jej kamienna fasada wzbudza zachwyt. Misternie wykonane rzeźby w kamieniu są przykładem stylu metyskiego, który charakteryzuje się uwypukleniem form naturalnych. Nie wolno jednak robić zdjęć. Ale być tu raz w życiu i nie zrobić fotki, tym bardziej, że wszyscy klikają?! Zrobiłem i od razu przyczepił się do mnie ochroniarz z rozkazem skasowania zdjęcia. Nie protestowałem – zdjęcie skasowałem – tyle, że nie to z wnętrza a to sprzed bazyliki. Po wyjściu zrobiłem sobie takie samo, więc bilans strat się wyrównał. Obok katedry znajduje się muzeum katedralne z ciekawymi eksponatami sztuki sakralnej.

One thought on “Bolivia- La paz

  1. Hi, nice blog & good post. You have befauitully maintained it, you must try this which really helps to increase your traffic. hope u have a wonderful day & awaiting for more new post. Keep Blogging!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *