TAJLANDIA- BANGKOK

Podczas lotu samolotem z Berlina do Abu Zabi poznałem Sebastiana ze Szwajcarii, który okazał się …. Prezesem firmy Redking. Kurcze, taka szycha siedzi obok mnie i to w klasie ekonomicznej?! Red King to firma hazardowa i tak myślałem, ale z rozmowy coraz bardziej wynikało, że mój sąsiad z hazardem nie ma nic wspólnego. Okazało się, że jego Red King to firma produkująca niskobudżetowe filmy pornograficzne. A mój sąsiad jechał do Tajlandii w poszukiwaniu nowych gwiazd do swoich filmów. Stwierdził nawet zmierzając mnie wzrokiem od głowy do stóp zawieszając swój wzrok na „pewnych” odcinkach mojego ciała, że ja bym też temu wyzwaniu podołał i dał mi nawet wizytówkę. Co prawda nie płaca tak dużo jak kobietom, ale nowe doświadczenie i satysfakcja gwarantowana. Do dziś z propozycji współpracy nie skorzystałem ale wizytówka pozostała.

Bangkok- zawsze zastanawiałem się jak właściwie dobrze pisać tę nazwę- Bankog, Bangog, Bangkok? Próbując rezerwować autobus w Krabi napotkałem i taka nazwę miasta „Krung Thep”. Jednak jego prawdziwa nazwa jest chyba najdłuższą nazwą miasta, które udało mi się odwiedzić. W pełnej wersji brzmi ona tak: Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit (tłum. Miasto aniołów, wielkie miasto rezydencja świętego klejnotu Indry, niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto, podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana). Myślę, że mało który Taj zna pełną nazwę stolicy Tajlandii. Ja pozostanę przy Bangkoku. Miasto powitało mnie mżawką i smogiem. Z lotniska dojechałem kolejką do początkowej stacji Hualamphong gdzie przesiadłem się  do taksówki. Mój hotelik znajdował się w samym centrum Banglamphu, najstarszej dzielnicy Bangkoku a dziś Mekki oszczędnych turystów. Niestety obsługa hoteliku bardzo nieuprzejma, nastawiona chyba tylko na zysk. Ogólnie brudno, ale przywykłem. Najważniejsze, że była klima. Mimo, że na booking.com  podają, że w cenie noclegu jest również śniadanie- śniadania zwyczajnie nie było i moje próby wyjaśnienia tego spotykały się tylko z pogardliwą miną recepcjonistki. Śniadania zatem jadłem w lokalnych knajpkach, których wzdłuż ulicy były dziesiątki. W jednej tylko restauracji nie jadłem- oczywiście mojej noclegowni. Również mimo wielu ofert wycieczek nie skorzystałem z ani jednej z hotelowego katalogu. Nie dałem zarobić komuś, kto wita i traktuje swoich gości jak intruzów.

Następnego dnia wstałem bardzo wcześnie bo chciałem jak najwcześniej zacząć zwiedzanie miasta. Niedaleko miałem do głównych jego atrakcji ale warto było ustawić się w kolejkę wcześniej. Chyba jednak przesadziłem z tym wstawaniem, bo po wyjściu z hotelu okazało się, że żadna placówka gastronomiczna nie otwarła jeszcze swoich drzwi; nie było ryksiarzy, taksówkarzy, a po ulicach goniły jeszcze nocne zwierzęta wyjadające resztki ze śmietników. Nie samym chlebem w końcu człowiek żyje więc pchany tą sentencją, głodny, podążałem w kierunku Wielkiego Pałacu. Byłem rzecz jasna Pierwszy! Myślę, że musiało śmiesznie to wyglądać- ja jeden mały człowieczek o świcie stojący przed wielką Bramą Wspaniałego Zwycięstwa (to jej główna nazwa) a po bokach strażnicy. Ale warto było, bo pierwszy tego dnia zakupiłem bilet, pierwszy tego dnia wszedłem na teren Pałacu i przez chwilę sam mogłem nacieszyć się tym pięknym miejscem zanim pojawiły się hordy wrzeszczących japońskich turystów. Swoje zwiedzanie zacząłem jednak od Wat Phra Kaeo- olśniewającego i kipiącego złotem kompleksu tajskich świątyń spośród których najważniejszą jest buddyjska  Bot, która kryje posąg Buddy zwanym Szmaragdowym. Przed wejściem obowiązkowo trzeba zdjąć buty, ale równie trzeba zadbać o strój- nie wypada mieć na sobie szortów, koszulek na ramiączkach, minispódniczki, stroje ala plażowe (w razie niestosownego stroju można przy kasie wypożyczyć odpowiedni strój). Wejścia strzegą dwa złowrogo patrzące posągi jakszów. 60 centymetrowa figurka Buddy usadowiono na wysokim 9 metrowym postumencie patrzy z góry na wiernych Tajów, którzy oddają mu cześć schylając swe czoła do ziemi. Nie należy siadać przed Buddą z wyciągniętymi ku niemu stopami- uchodzi to za brak szacunku do bóstwa.. Posążek wyrzeźbiony jest w jadeicie, jednym z najrzadszych minerałów. Wg danych Szmaragdowego Buddę odkryto na Sri Lance (dawniej Cejlon) w pękniętej od uderzenia pioruna stubie w Cziang Raj. Bardzo szybko otoczony został kultem; przez dwieście lat był w Laosie. Dopiero król Rama I w 1779 roku umieścił ją w swojej nowej stolicy wierząc , że zapewni on szczęście mieszkańcom dzisiejszego Bangkoku. I pewnie tak jest, bo Tajowie to bardzo uśmiechnięty naród. Obok Bot stoi kaplica Buddy z Gandhary ozdobiony wężami naga, które symbolizują żywioł wody. Właśnie w tej kaplicy po dzień dzisiejszy odprawiane są rytuały sprowadzenia deszczu. Ponoć po jednym z takich tygodniowych obrzędów w 1991 roku po suszy Bangkok nawiedziła powódź, której woda sięgała prawie 4 metrów. Morał z tego taki, że trzeba zachować umiar w prośbach do Boga! Wat Phra Kaeo jest również miejscem spoczynku monarchów Tajlandii- niestety mauzoleum otwierane jest tylko w najważniejsze święta narodowe; mi dane było jedynie oglądanie ich z zewnątrz. Wąskim przejściem przedostałem się na dziedziniec Wielkiego Pałacu. Mnie jednak sam pałac nie urzekł, którego wnętrza nie są dostępne dla zwiedzających, a piękne budowle: Phra Thinang Amarin Winichai oraz Dusit Maha Prasat. Pierwsza z nich to siedziba dawnych królów; dziś wykorzystywana jest jako miejsce wygłaszania orędzia królewskiego w dniu jego urodzin a także w czasie kilkugodzinnej uroczystości koronowania nowego władcy (ponoć przed koronacją przyszły król musi spędzić tu noc by zjednać przychylność swych monarszych przodków). Druga budowla z pozoru wyglądająca jak tajska świątynia zwieńczona pozłacaną wieżą zwaną mongkut (symbolizuje 33 buddyjskie stopnie doskonałości) to w rzeczywistości sala audiencyjna w której zobaczyć można autentyczny tron pokryty masą perłową. W sali wystawiane są również po śmierci zwłoki władcy, które zgodnie z tradycją poddaje się później kremacji.

Kilka ulic dalej znajduje się jedna z piękniejszych i równocześnie najstarsza z świątyń Bangkoku- Wat Po. Kryje ona ogromnych rozmiarów (45 metrów długości) posąg Leżącego Buddy. Ponoć posąg przestawia Buddę w stanie nirwany. Nawet w obiektywie aparatu nie można go w całości uchwycić- sam uśmiech Buddy ma ponad 5 metrów długości))) Tuż za jego plecami stoi 108 mis do których należy wrzucać po 25 satangów (tajskie grosze)dzięki czemu darczyńca wyprosi sobie długie i dostatnie życie- niestety dowiedziałem się o tym fakcie dopiero po powrocie do Polski, ale może szanowny Budda weźmie pod względy, że do jednej z mis wrzuciłem 100 Bathów czyli można by to rozłożyć na 400 mis! Zatem będę żył wiecznie???!!! Malo kto wie, że Wat Po to również ośrodek uniwersytecki w którym najważniejszą i najstarszą specjalizacją jest masaż tajski. Za niewielkie pieniądze można zapisać się na kurs takiego masażu lub załapać się na taki masaż u studenta. Można także wg przewodnika porozmawiać z mnichem buddyjskim choć mi się to nie udało (bo niby po jakiemu miałbym z nim rozmawiać?) Tu również znajduje się grób (czedi)założyciela Bangkoku- Ramy I. W pobliżu znajdują się wielkie Czedi  z popiołami Ramy II, Ramy III.

Na drugim brzegu Chao Phray (przedostać się można promem) znajduje się Wat Arun- Świątyni Jutrzenki. Świątynia symbolizuje świętą górę Meru czyli miejsce siedziby bogów. Niestety w dniu moich odwiedzin była w remoncie ale i tak udało mi się wspiąć na półpiętro świątyni. Widoki na miasto był piękny. Świątynia jeszcze większe wrażenie robi po zmroku gdy jest podświetlona ale wówczas jest niedostępna dla turystów.

Chyba dla większości facetów (i nie tylko) Bangkok kojarzy się z mekką seksu. Rzeczywiście  Tajlandia a tym bardziej Bangkok i Pattaya (ta ostatnia głównie zdominowana przez homoseksualistów)kipią sexofertami. Mimo, że prostytucja jest oficjalnie zakazana to zakaz ten jakby nie istniał. Pod podszewką restauracji, barów, dyskotek rozwijają się domy uciech. Patpong- to zalewie dwie równoległe uliczki na których w nocy (ale również i w dzień) wyglądają jak sex wesołe miasteczka. Pełno tu ostro bijących neonów o tematyce porno. Wieczorem pośrodku ulicy otwarty jest targ gdzie można kupić podrabiane zegarki, koszulki, torebki i bynajmniej nic z branży sex. Ulice przemierzają liczne skąpo i wyzywająco(często topless) ubrane młodziutkie dziewczyny- wydaje mi się, że większość niepełnoletnie (niestety z biedy rodzice często już w wieku dziecięcym „sprzedają” do klubów nocnych swoje córki na „zarobek”. Głośna sprawa była niespełna kilka lat temu o ofertach pięcioletnich dziewic za 500 dolarów amerykańskich! I wiecie, że te oferty najszybciej się sprzedawały wśród niemieckich „turystów”! Sam jestem facetem, ale nie mogę zrozumieć jaka przyjemność może płynąć z uprawiania sexu z pięcioletnim dzieckiem… pozostawię to bez dalszego komentarza). Wszedłem do jednego z klubów oficjalnie tylko go-go. Za wstęp nic się nie płaci ale musisz zamówić coś w barze.Na ladzie baru około 20 młodych tancerek wiło się w rytm tajskiej muzyki. Dziewczyny mogą zarobić tylko wtedy gdy jedną z nich zaprosisz na dłuższe prywatne spotkanie na piętrze. Przed klubem cała masa naganiaczy próbuje wcisnąć ci „towar”- nawet dysponują swoistym menu z ofertami i cennikiem. Można się też naciąć bo wiele z Pań to po prostu ladyboye czyli Panie z niespodzianką). Z propozycjami sexu można spotkać się nawet w taxi- mi taksówkarz zaoferował towarzystwo swojej własnej siostry!

Oczywiście nie mogę tu spisać wszystkich miejsc, które zwiedziłem w Bangkoku bo musze coś zostawić dla siebie ale o jeszcze jednym miejscu trzeba wspomnieć. Chatuchak- kilka tysięcy straganów pod gołym niebem. To ponoć największy targ w Azji. Można tu kupić niemal wszystko oczywiście podróbki ale po bardzo okazyjnych cenach. Najwięcej emocji wzbudził u mnie targ dzikich zwierząt. Ponoć można tu kupić nawet lwiątka czy tygrysiątka ale tych nie wiedziałem. Za to pełno tu na sprzedaż malutkich wiewiórek, jeży, kotów syjamskich, węży. Widziałem także walkę kogutów na tyłach straganów ale zabroniono mi wykonywać zdjęć. Do sprzedaży były także małe spreparowane aligatory za okazyjną cenę.

IMG_7729 IMG_7723 IMG_7738 IMG_7747 IMG_7845 IMG_7872 IMG_7884 IMG_7883 IMG_7923 IMG_7936 IMG_7926 IMG_7960 IMG_7966 IMG_7977 IMG_7993 IMG_7995 IMG_8005 IMG_8015 IMG_8025 IMG_8017 IMG_8034 IMG_0295 IMG_0303 IMG_0298 DSCN8226 DSCN8229 DSCN8222 DSCN8221 DSCN8225

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *