Z ogromnym zainteresowaniem śledziłem wydarzenia z 2014 roku kiedy to Federacja Rosyjska odebrała Krym Ukrainie. Wiele państw na świecie nie poparła tego wydarzenia. Ja także nie byłem za tym ale… Krym zawsze był…ruski! Tu wszędzie królował język rosyjski, „wielcy” Rosji wypoczywali tu w swoich willach, nawet najważniejszy festiwal muzyczny w Jałcie był rosyjski! Tu nadal funkcjonowała (zardzewiała … dosłownie) w Sewastopolu Flota Czarnomorska! Pamiętam jak kobieta u której wynajmowałem mieszkanie mówiła mi, żebym nie używał tu języka polskiego bo tu jest Rosja a oni polaków nie lubią! Lepiej już mówić po angielsku czy niemiecku. Nie spotkałem się mimo tego ze złym nastawianiem do mnie choć niejednokrotnie wkurzały mnie ich prymitywne zachowania.
Do Symferopola przybyłem rejsowym pociągiem z noclegiem w kupe-tnym (czteroosobowy zamykany przedział z kuszetkami) z Lwowa z postojem w Odessie- w sumie 25 godzin w podróży z kilkugodzinnym stoperem w Odessie. W samym ponurym mieście- stolicy Krymu szybko ewakuowałem się do najdłuższej linii trolejbusu na świecie- z Symferopola do Auszty przez Jałtę to 86 km, którą pokonuje się w niespełna 3 godziny. Niezbyt czysty i „przepocony” nieklimatyzowany trolejbus wcale mi nie przeszkadzał bo sam zapachowo nie odstawałem od niego po godzinach spędzonych w nieklimatyzowanym pociągu. Na dworcu w Jałcie czekał już niezliczony tłum prywatnych właścicieli mieszkań pod wynajem- oczywiście ledwo co wyszedłem z trolejbusu a już wokół mnie zebrało się co najmniej 20 przekrzykujących się osób z propozycjami wynajmu. Ja wybrałem sobie całe mieszkanie nieco na obrzeżach miasta w zwykłym komunistycznym bloku z wielkiej płyty. Mieszkanie należało do przygłuchawej babci, która na cały okres mojego pobytu wyniosła się sam nie wiem gdzie- nawet nie przyszła się ze mną pożegnać- może umarła?- ale klucze zostawiłem u sąsiadki- myślę, że jej nie okradła. Z mieszkania miałem piękny widok na całą Jałtę. Polnymi dróżkami obok zaniedbanego cmentarza codziennie schodziłem do centrum miasta. Raz tylko udałem się na zakupy do miejscowego osiedlowego sklepiku, gdzie nie było nawet chleba i sprzedawczyni proponowała mi zapisać się na chleb na dzień następny- nie skorzystałem ale kupiłem za to za całe 4 zł słoik angielskich ogórków konserwowych- żebyście widzieli radość na twarzy ekspedientki- po powrocie zrozumiałem dlaczego- ogórki były zepsute bo pewnie z dobrych kilka lat stały na półce bo nikt z okolicznych mieszkańców ogórków za 4 zł nie kupił! Nie poszedłem zwrócić tych ogórków ale też ich nie zjadłem- zostawiłem w lodówce dla babci.
Deptak Jałty to naprawdę „wypasiona” elegancka aleja- z restauracjami – w jednej z nich któregoś popołudnia zamówiłem sobie rybę- ości miała co niemiara- obok mnie usiadł sobie rusek, który najpierw przechylił setkę wódki a potem zjadł w całości- od ogona po płetwę całą rybą- z ośćmi, skórą itp.! A potem popił drugą setką wódki i sobie poszedł (ja na drugi dzień poprosiłem o ta samą rybę wierząc, że jest bezościowa… ości miała! Nie wiem jak od to zrobił!). Wzdłuż wybrzeża leci promenada nad którą góruje pomnik Włodzimierza Ilicza Lenina (podobnie nad Jałtą góruje mozaika Stalina) z licznymi straganami z pamiątkami; można za niewielkie pieniądze zrobić sobie zdjęcie z małpką, jaszczurem, lisem fenkiem; namalują twoja karykaturę itp. Ja trafiłem na okres festiwalu muzycznego w Jałcie- więc zapewne obok mnie przechodziły wielkie gwiazdy rosyjskiej sceny muzycznej- mi niestety nie znanej. Co wieczór odbywał się wielki pokaz fajerwerków.
Plaża w Jałcie niestety nie zachwyca- kamienista, drewniane twarde leżaki za kilka hrywien a w morzu szybki spadek terenu i silne prądy (niestety to właśnie w Jałcie mogłem zakończyć swój żywot bo właśnie tu silne prądy wciągnęły mnie na dno morza i niestety straciłem przytomność- fale same wyrzuciły mnie na brzeg- było pogotowie, reanimacja, szpital… niewiele pamiętam ale po przebudzeniu już w szpitalu czułem coś twardego w moich kąpielówkach- okazało się, że to duży… kamień- skąd się on tam wziął?)
Z Jałty wszystkim proponuje wycieczkę na Jaskółcze Gniazdo (statkiem z głównego portu Jałty)- urokliwego małego pałacyku zawieszonego na stromej skale nad taflą Morza Czarnego; pięknym miasteczkiem jest także Gurzuf- gdzie przeszedłem nielegalnie przechodząc przez dziurę w ogrodzeniu po Pioniesrkim Łagierje Artek – słynnym z pierwszych czytanek w podręczniku do j. rosyjskiego! Tu również znajduje się skała Aju Dah na która wspiął się się sam Mickiewicz – to na niej zrodziła się w jego głowie myśl o napisaniu Sonetów Krymskich. Kilka kilometrów na północ od Jałty jest Nikita ze wspaniałym ogrodem botanicznym gdzie po raz pierwszy w życiu widziałem największe drzewa świata- sekwoje!
Podczas mojego ostatniego pobytu w Jałcie usnąłem na drewnianym leżaku- przypływ zabrał mi buty (raczej nikt nie ukradł bo nikogo w pobliżu mnie nie było) i pewnie gdzieś pływają po morzu Czarnym a to gwarant, że kiedyś w to miejsce jeszcze wrócę- oby się spełniło!

2 thoughts on “KRYM- JAŁTA

  1. Całe szczęście że Pana uratowali !!!
    Jestem Ciekaw jak teraz wygląda Krym i jak dużo się w nim pozmieniało 😉
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *